poniedziałek, 10 marca 2008

Dlaczego nie lubię jezdzić na konferencje

Tak naprawdę lubię, nie lubię z nich wracać. Z racji specjalizacji i zainteresowań jeżdżę głównie na konferencje o zarządzaniu bibliotekami, nowych technologiach, zmianach które trzeba wprowadzić żeby być nowoczesną biblioteką. Kiedy już nasłucham się o sposobach motywowania bibliotekarzy, racjonalnym wynagradzaniu, samocenianiu pracowników, doborze kadry do poszczególnych stanowisk. Kiedy wysłucham referatów o wizytówkach w portalach społecznych, komunikatorach intranetowych, formularzach zapytań, forach bibliotek, kabinach pracy indywidualnej, wracam i opowiadam. Opowiadam i widzę w oczach pracowników zainteresowanie. Cieszy mnie to choć wiem że i tak nic z tego nie wyniknie dla naszej biblioteki. W niektórych oczach widzę przerażenie, i wiem że Oni nie rozumieją nawet połowy z tego co mówię. Po konferencji zawsze mam doła. Wiem że u mnie nic się nie zmieni. Dyrekcja przytaknie, kiedy powiem co można zrobić (nawet bez pieniędzy), pracownicy i kierownicy wyraża coś w rodzaju życzliwego zainteresowania i nic nie zrobią. Będziemy dawali czytelnikom komputery które same się wyłączają, pozwolimy by kolejny rok jedli kanapki na schodach i krawężnikach przed biblioteką. Naszych wnętrz nikt nie tknie pędzlem (Wytrzymało 40 lat to wytrzyma jeszcze parę). A ja przed kolejną konferencją będę miał jeszcze większe wątpliwości. Warto pojechać ? Przecież to jak lizanie lodów przez szybę.

środa, 27 lutego 2008

Śmierć bibliotekarza

Gdy czas spowalnia, sekundy stają sie coraz dłuższe, widzisz siebie z daleka. Patrzysz na swoje ciało, i nie rozumiesz. Jak Ty, ktoś z ambicjami i dokładnie poukładanymi myślami mogłeś do tego doprowadzić. Siedzisz w tej zakurzone czytelni, we wnętrzu które zatrzymało się 40 lat temu. Nie stać Cię na kwiaty dla dziewczyny, nie mówiąc już o kinie. Codziennie patrzy w smutne oczy swoich koleżanek i kolegów z pracy. Dziś Ty sie podzielisz jedzeniem z nimi, za miesiąc oni z Tobą. Część z nich już zrezygnowała, przychodzą do pracy bo tak trzeba, bo każdy pieniądz się liczy. Ich oczy są wesołe ale jednocześnie tak przerażająco spokojne... Inni jeszcze walczą ostatkiem sił. Wierzą że coś znaczą i coś potrafią. Wkurza ich gdy słyszą: "W bibliotece pracują nieudacznicy", "Chcesz zarabiać to zajmij sie normalną praca". Studiowali z pasją, lubią swoją pracę. Dziś już jednak wiedzą że źle wybrali. Ich oczy stają sie puste, wypełnia ich spokój. Tak koszmarnie boją sie tego spokoju. Oznacza on bowiem śmierć marzeń i pasji..... Na zawsze zostaną bibliotekarzem w kolorze sepii... Jak stare zdjęcie...Oglądane od czasu do czasu....Nikomu nie potrzebne...